Ponad 400 gołębi - wszystkie z rodowodem - do tego spora gromadka kur, bażantów i pawi.
Ptactwo można będzie podziwiać podczas II Wystawy Gołębi Rasowych i Pokazu Drobiu Ozdobnego, które odbędą się 10 stycznia w zamojskiej hali OSiR (ul. Królowej Jadwigi). Imprezę patronatem medialnym objął Tygodnik Zamojski.
Hodowcy z okręgu zamojskiego zaprezentują gołębie garłacze, pawiki, z grzywką, całe w lokach, różnej maści.
Dzień wcześniej sędziowie wybiorą te medalowe. Najlepsi hodowcy dostaną puchary, ich pupile - garść smakowitych ziaren. Zwiedzający mogą nie tylko obejrzeć ptasie piękności, ale też kupić wybrany okaz. Wystawa czynna będzie w godz. 8-16. Wstęp dla panów - 7 zł, dla pań i dzieci - grosik do puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Stać z nimi będą na hali wystawowej wolontariusze WOŚP. her
400 gołębi zostanie zaprezentowanych 10 stycznia w hali zamojskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Będzie też można podziwiać drób ozdobny.
Właśnie 10 stycznia odbędzie się II Wystawa Gołębi Rasowych i Pokaz Drobiu Hodowlanego. Przyjedzie 23 hodowców (z Zamojszczyzny, ale też np. z b. woj. chełmskiego).
W OSiR zaplanowano konkurs. Będą oceniane ptaki rasy "gołąb zamojski". Zostanie zorganizowana "Giełda nadwyżek hodowlanych".
- Po prostu, kto zechce, będzie mógł kupić gołębia - wyjaśnia Andrzej Niemczuk, prezes zamojskiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego.
Jak wyjaśnia prezes Niemczuk, zanajtańszego ptaka trzeba zapłacić ok. 10 zł.
- Rasowe, a więc na przykład garłacze, pawiki, zamojskie ozdobne są znacznie droższe. Jeden taki gołąb może kosztować nawet l 000 zł - dodaje prezes Niemczuk. jaw
10 stycznia członkowie Zamojskiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego zaprezentują najpiękniejsze ptaki ze swoich hodowli.
Zbliżająca się wystawa Gołębi Rasowych i Pokaz Drobiu Ozdobnego odbędzie się w hali zamojskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Ekspozycja potrwa od godziny 8.00 do 16.00. W ramach wystawy odbędzie się Konkurs Gołębia Zamojskiego i giełda nadwyżek hodowlanych.
Członkowie stowarzyszenia organizują podobne wystawy nie tylko w styczniu każdego roku. Rasowe gołębie i drób ozdobny, który do nich należy, można obejrzeć między innymi na majowym Jarmarku Hetmańskim, na lipcowej Wystawie Zwierząt, Maszyn i Urządzeń Rolniczych w Sitnie oraz na wielu pokazach i wystawach organizowanych na terenie całego kraju.
Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego w Zamościu zostało założone w 1998 roku. Liczy ono 33 członków, którzy mają w dorobku 40 ras gołębi i 18 ras drobiu ozdobnego. W imieniu organizatorów zapraszamy wszystkich mieszkańców naszego miasta i regionu. Imprezie patronuje "Gazeta Zamojska". Michał Kyc.
Zamojskie Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego zaprasza na Wystawę Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego, w ramach której odbędzie się Konkurs Gołębia Zamojskiego oraz Giełda nadwyżek hodowlanych. Wszystkich hodowców i sympatyków gołębi rasowych i drobiu ozdobnego zapraszamy 10 stycznia 2010 roku w godz. 8.00 -16.00 do hali OSiR, ul. Królowej Jadwigi 8.
Stowarzyszenie Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego w Zamościu istnieje od 1998 r. Tworzy je 33 członków, hodujących gołębie w40 rasach i drób ozdobny w 18 rasach.
Corocznie na początku stycznia reprezentują swój dorobek hodowlany na Wystawie Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego w Zamojskiej Hali OSiR, w maju na Jarmarku Hetmańskim, w lipcu na Wystawie Zwierząt, Maszyn i Urządzeń Rolniczych w Sitnie oraz na licznych pokazach i wystawach na terenie całego kraju.


Niepozorny, niedoceniany, czasem uciążliwy (bo paskudzi). Tak, taki właśnie jest najbardziej znany produkt "made in Zamojskie". To nie żarty. Ten towar ma już ponad 400 lat!
Reportaż
Skarb Zamojszczyzny, ma zgrabne nóżki, niezwykle kształtną pierś, urocze oczęta, inteligentne (aczkolwiek nieco nostalgiczne spojrzenie. Zważywszy na to, co przez wieki przeszedł i tak nieźle się trzyma. Ma też wiele jeszcze innych niezaprzeczalnych zalet. Żeby nie powiedzieć cnót. Choć, o czym będzie mowa później, bywają zupełnie niecnotliwe wyjątki (to jednak dodaje całej sprawie pikanterii).
Do rzeczy: każdy, bez względu na to, jakiej jest podejrzanej konduity czy też podłego autoramentu (pomijając leksykalne subtelności, najczęściej to na jedno wychodzi) przyznaje, że obiekt naszego zainteresowania porusza się we właściwej sobie przestrzeni z niezwykłą wprost gracją, mało -ELEGANCJĄ! Najwyższy czas ujawnić, o czym traktują powyższe słowa. Niech jednak uczyni to znawca tematu.
- Gdyby wyhodowano je na Wyspach Brytyjskich, czy świat dzisiaj słyszał by o tipplerach angielskich? - pyta na jednym z portali internetowych niejaki pan Józef, który dzieciństwo i młodość spędził na ziemi biłgorajskiej.
Tenże obywatel pod niebiosa wychwala "gołębie zamojskie". Trzeba przyznać, że usłyszeć komplement pod adresem tego co zamojskie od "dziecka biłgorajszczyzny", to raczej niespotykane.
Zamojskie z Persji rodem
I dalej pan Józef napisał tak: - Myśl ta (o "gołębiach zamojskich" - przyp. red.), nasuwa mi się po słowach mieszkańca Śląska, który po 30 latach hodowli tipplerów angielskich, gdy trafił na dobrą linię "gołębi zamojskich" stwierdził: "co za cudny lot".
Choć hodowcy od lat zgłębiają tajemnicę pochodzenia "gołębi zamojskich", niewiele w tej materii wskórali. W Lublinie na przykład owe ptaki są często zwane "gołębiami perskimi" (to kolejny, jawny dowód dyskryminacji Zamojszczyzny!). Ci, jednak, którzy mają jakąkolwiek orientację w temacie, wytłumaczą przyczynę użycia słowa "perskie" w odniesieniu do gołąbków. Otóż wyjaśnienie jest następujące: w XVI - XVII wieku perskie gołąbki miał przywieźć z zagranicznych wojaży Zamoyski. Niestety, nie ustalono dokładnie o którego przedstawiciela owego znakomitego rodu chodzi - prawdopodobnie o Jana. Tak czy inaczej - Zamoyskiemu chwała. Ptaki na polskiej ziemi przeszły metamorfozę.
- Gołębie są monogamiczne - zaklina się Edward Wasil, jeden z zamojskich hodowców gołębi i drobiu ozdobnego.
- Tak jest - potwierdza inny zamojski hodowca Krzysztof Niedzielski.
Wstydliwe historie zamojskich samiczek
Obaj jednak, przyparci do muru, wyjaśniają, że zdarzają się przypadki odstępstwa od tej reguły. Zważywszy na trudną sytuację w jakiej "perskie" znalazły się w Zamościu. Hodowca, być może sam Zamoyski, rozdzielił pary i siłą skojarzył perskie z gołębiami, jakie miał pod ręką. Nie może dziwić, że perski samiec w końcu zarzucił żałobę, podobnie też postąpiła zapewne niejedna z samic. Nie może być tutaj mowy o jakiejkolwiek ptasiej rozwiązłości. Po prostu, nawet istota wyposażona przez naturę w jak najbardziej ptasi móżdżek, dochodzi z czasem do wniosku, że dla dobra wspólnego trzeba pójść na kompromis i ułożyć sobie życie z drugim stworzeniem. Tym bardziej z takim, które przebywa w tej samej klatce (w gołębniku, wolierze itd.), a alternatywy, czyli innego osobnika płci przeciwnej (czy choćby tej samej) nie ma.
Niewiele jest znanych szczegółów kilkusetletniej historii gruchania, znoszenia, wysiadywania jajek, wychowywania piskląt. Pewne natomiast pozostaje to, że młode w coraz mniejszym stopniu przypominały perski prototyp.
Niekwestionowanym fachowcem w temacie "gołębi zamojskich" jest Mieczysław Sroka. Tenże mieszka w Nowej Sarzynie (powiat leżajski, województwo podkarpackie). Jak każdy szanujący się hodowca, również Mieczysław Sroka, jest gotów bronić czci ptaków. Ale i on mięknie, zgadza się, że monogamia gołębi (wszelkich) owszem jest, ale nie ma charakteru bezwzględnego. Kłopot w tym, że gołębiarz Sroka raz zetknął się z przypadkiem, dotychczas w jego praktyce niespotykanym. Sprawa jest związana z obyczajnością, czy też jej brakiem "gołębicy zamojskiej" właśnie.
- Samiec, czasami zdarza się, pobłądzi, na dłużej zajrzy do gołębnika, w którym jest akurat samotna samica - mówi Mieczysław Sroka. - Ale samicom prawie nie zdarza się nie dochować wierności.
Samiczka "zamojska" bez wyraźnej przyczyny, zaczęła się zachowywać tak, jakby prawa natury jej nie dotyczyły - nie pozwalała się pokryć żadnemu z samców. Na szczęście nie zdradzała też skłonności do samic (jeszcze by tego brakowało!). W końcu jakoś się przełamała, ale i tu sprawiła niespodziankę. Owszem, tolerowała zaloty, wdawała się w bliższe związki, ale co jakiś czas zmieniała samca. I jeszcze jedno - wbrew gołębim zwyczajom - żadnemu z ojców swojego potomstwa nie pozwalała wysiadywać na jajkach.
- A przecież mówi się, że gołąb z gołębicą wiąże się na całe życie - wzdycha Mieczysław Sroka.
Nie wiadomo jak była przyczyna. Być może w genach samiczki odezwały się zakodowane już kilkaset lat temu urazy. Z czasów, gdy z pogwałceniem gołębiej natury, zaczęto rozdzielać parki "persów". Teraz mógł dać o sobie znać atawizm perskiej prapraprababki (lub dziadka). Ta hipoteza czeka jeszcze na naukowe potwierdzenie.
Malujcie ptaki!
Gołębiarze, zapatrzeni w "zamojskie" takimi wybrykami się nie przejmują. Przeciwnie, świadczyć one mogą o tym, że "gołębie zamojskie" są ze wszech miar interesujące.
Mieczysław Sroka powiada: "zamojskie" mnie po prostu zauroczyły.
- Piękne są - cieszy się hodowca. O ptakach mógłby opowiadać godzinami: - Wspaniała postawa, na pierwszy rzut oka widać, że "zamojski" to świetny lotnik. Mają lot spokojny, ładne, regularne pociągnięcia skrzydłami. Weźmy na przykład takie gołębie jak "budapeszty". W czasie lotu niespodziewanie zmieniają pułap, kierunek.
Wszyscy hodowcy "gołębi zamojskich" podkreślają, że ptaki te latają dosyć szybko (normalnie - 100 km na godzinę, gdy pikują - ok. 200 km na godzinę). Według znawców przedmiotu - mają dosyć dobrą orientację.
Mieczysław Sroka może przytoczyć kolejny przykład:
- Sprzedałem samiczkę, u nowego właściciela już nawet zniosła jajka. Ale w końcu je zostawiła i wróciła do mnie. Musiała pokonać prawie 40 kilometrów. A jednak jej się udało.
Największym wrogiem każdego gołębia jest jastrząb. Tyle, że zdaniem hodowców "zamojskich" te akurat ptaki, atakowane z reguły zachowują zimną krew.
Waldemar Bęcal z Chomęcisk Dużych, hoduje gołębie tak samo, jak to robili jego ojciec i dziadek. Szczególne miejsce w jego gołębniku zajmują "zamojskie".
- Jeśli gołębie są doświadczone, stado leci spokojnie, rzadko idzie w rozsypkę. Jastrząb w czasie ataku leci na dół, a gołębie idą na większą wysokość. To dla nich szansa.
Mieczysław Sroka potwierdza: - Jastrząb mierzy siły na zamiary. "Zamojskie" mogą latać na wysokości ok. 2 tysięcy metrów, to mogę potwierdzić, choć niektórzy utrzymują, że te ptaki z łatwością osiągają pułap 4 tysięcy metrów. I co ważniejsze, "zamojskie" są dosyć wytrzymałe. Z moich obserwacji wynika, że w locie utrzymują się przez ponad 9 godzin.
Dla ochrony przez atakami jastrzębi i innych drapieżników, hodowcy czasami malują gołębiom skrzydła. Do tego celu używają specjalnej farby. Nie niszczy piór. Hodowcy radzą, aby malować na skrzydłach koła. Ten wzór podobno najbardziej zniechęca jastrzębie do ataku.
Uroda "zamojskiego murzyna"
Wzorzec rasy "gołębia zamojskiego" został opracowany w 1994 roku. Ze względu na zróżnicowaną barwę pomiędzy hodowcami trwają spory. Część nieporozumień wynika z określeń specyficznych dla poszczególnych regionów Polski. Ale takie kłopoty mają nie tylko ci, którzy hodują gołębie zamojskie. Dotyczy to hodowców chyba wszystkich ras ptaków.
Można jednak przyjąć taką klasyfikację: blankopy - to gołębie biało - czerwone, szkaplerzaki - biało-siwe, farszkopy - biało-czarne, bociany -biało-siwe lub biało-czarne.
Są też "murzyny zamojskie". Te nie dostają nagród na wystawach, ale dla wielu, to właśnie one mają w sobie najwięcej uroku. I zachowały najważniejsze cechy rasy, czyli zgrabną sylwetkę, która czyni z nich ptaki, które świetnie spisują się podczas lotu.
Mieczysław Sroka przyznaje, że on akurat szczególnie upodobał sobie "zamojskie murzyny". Na swoim blogu (http://ptakiozdobne.blog.onet.pl/Moje Zamojskie,2,ID86282991,DA2006-04-15,n) Mieczysław Sroka o "murzynach" napisał: - Nie są tak urodziwe jak reszta "zamojskich", gdyż odbiegają od wzorca (.). Murzyny różnią się między innymi kolorem dzioba, gdyż jest czarny, mają ciemne obwódki oczu, pazurki i cecha charakterystyczna - biały pasek piór szerszy lub węższy na plecach nawet u gołębi jednolicie ubarwionych np. czarnych".
Jerzy Kardasz to hodowca gołębi z Zamościa. Na wystawach najczęściej nagrody zbierają jego "swifty egipskie", "gdańskie wysokolotne", "orliki polskie". Ale w gołębniku ma też "zamojskie".
Jerzy Kardasz: - Nie jest ważne, kto jakie gołębie hoduje, nagrody też nie są najważniejsze liczy się pasja. Pasja piękna, ale trzeba powiedzieć, że to nie jest tanie hobby.
Ceny gołębi często przekraczają 1000 zł za sztukę. Ale i tak nie ma chyba gołębiarza, który by do tego interesu nie dokładał. Ale każdy uważa, że warto.
Andrzej Niemczuk, prezes Zamojskiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu ozdobnego: - Nie mam pojęcia ile osób na Zamojszczyźnioe hoduje gołębie. Myślę, że są takich osób są tysiące. Niestety, kiedyś "zamojskie" były na wsi chyba w każdym gospodarstwie. Teraz jest ich znacznie mniej. Ale za to rasa jest znana już w całej Polsce. I nie tylko. "Zamojskie" hodują na Węgrzech, we Francji, Jugosławii. W całej Europie. I wszędzie są znane jako "zamojskie". Żadne "perskie", tylko "zamojskie".
Zbyt tęga, za dużo czerwonego pod szyją i trochę przykrótkie nogi - gołębica (zakonniczka niemiecka) nie była idealna. Mimo tych defektów zdobyła tytuł miss piękności w swojej rasie.
Na wystawie, 9-10 stycznia w Zamościu, zaprezentowało się blisko pół tysiąca ptactwa. Swoje okazy zwieźli członkowie Zamojskiego Stowarzyszenia Hodowców Gołębi Rasowych i Drobiu Ozdobnego. Czego tam nie było! Ptaki całe w lokach, z kołnierzykiem wokół szyi, z koronką na głowie, z dorodnymi wolami, z nogami obrośniętymi długimi piórami, garbate, z długą łabędzią szyją, w kropki, prążki, łaciate. Białe, rude, czarne, czerwone, siwe i pstrokate.
- Za najładniejsze okazy płacono nawet l tyś. zł. Jednak nie zysk jest najważniejszy, a radość patrzenia na te piękności - mówi Andrzej Niemczuk, prezes Stowarzyszenia.
- Za ładnego gołębia hodowca oddałby wszystko - dodaje Waldemar Bęcal z Chomęcisk Dużych (jego ptak zdobył tytuł mistrza w rasie gołębia zamojskiego). - Mój kolega za pięknego orlika oddał dwie złote obrączki, jedną zwędził żonie.
Piotr Widomski, sędzia zawodów, wspomina hodowcę z Radomia, który za srebrniaka oddał jego właścicielowi kluczyki do samochodu wartego 15 tys. zł.
Ale nie tylko gołębie gruchały na wystawie. Ich pohukiwanie mieszało się z gdakaniem ozdobnych kur i zalotnym pianiem kogutów. Były też pawie, bażanty, pantarki oraz kaczki: karolinki i mandarynki. her
Projekt i wykonanie: djonik.info, © 2009